Test

Targające korpusem serce
Pozbawiało tchnienia
Nogi próżno liczyły na to że znajdą miejsce
Do spokojnego siedzenia
Powolne, mozolnie spływające krople
Zwilżyły czoło, krocze i pachy
Gardło zaciskane coraz mocniej
Oddech u źródła dławi
Perłowy blask rozkołysany w oczodołach
Niesie zapowiedź najgorszego scenariusza
Wzrok zasnuła mi jakby smoła
To samo poczułem w płucach
Otarłem zasmarkany, popluty pysk
Spojrzałem na kata młodości beztroskiej
Jedna kreska – to jeszcze nie dziś
Przez krótką chwilę prawie byłem ojcem

Kat

Konkubina znów podniosła mi ciśnienie;
Sprałem jej dupę grubym rzemieniem;
Włączyłem Kata, gdy osuwała się na ziemię
I usiadłem wygodnie, delektując brzmieniem;
Gdy Kostrzewski kończył refren
poczułem dawkę wilgoci napływającej do oczu.
Sam nie wiem,
kiedy tak się ostatnio wzruszyłem głęboko;
Z zadumy wyrwał mnie ryk rozdygotanej narkomanki,
Który rezonując w czaszce na moment mnie ogłuszył;
Spojrzałem na podnoszące się powoli, krwawiące pośladki,
czekając cierpliwie na słowo skruchy
- I co, boli dupa?
” Ty skurywysnu, nigdy Ci nie wybaczę!”
Runda druga.
A chciałem tylko usłyszeć, że to przez Kata płacze.

5k

Gdy zaczynałem transformować myśl w słowo;
Tak właściwe i trafne jak to możliwe,
siedziałem w skupieniu z parującą głową
zapełniając miarowo kartkę – rym za rymem;

Z rzadka (wraz z upływem czasu coraz częściej)
siadałem w ciszy anielskiej
wylewając przez się,
jednym tchem całe wiersze.

Efekty pracy były tak różne
jak różne bywają bliźniacze dzieci
Moje bękarty to jednak kaleki trójnożne

-Nigdy nie zasłużę na miano poety-

Cóż.
Nie spodziewałem się dotrwać w tym do chwili
Gdy zobaczę w notatniku
pięć tysięcy linii.

Pix Juniperi

Wylądowałem poza czasem, przynajmniej tak myślę;
Wrogi to świat, obcy trywialnej płaszczyźnie;
Bezmiar niczego, to to co czuję we mnie;
To przestrzeń tak pusta,
że zmysły przestają być potrzebne;
Trwam tu samotnie w niebezpiecznym mroku;
W tej drażniącej scenie dusi mnie niepokój;
Obawa, że niemożność oglądania swych kończyn
wiążę się z prawdziwym, ostatecznym końcem;
Poczułem dreszcz,
mający początek w centrum tego obecnego istnienia
Widzę Biel. Biel. Zbliża się.
Biel. Do widzenia.

Żarzące się piętno

Kolejny stuk,
iskier kłąb bucha
ten miarowy, powtarzalny ruch,
sprawia, że wreszcie odczuwam
cokolwiek;
Coś
co mogę
wziąć
ze sobą;
Zanieść wieści;
Przekazać mową;
Wygasły pamiętnik.
Może to błąd
ale lubię, gdy błyskają;
Tak pięknie się skrzą
Umierając;
To jak moje myśli,
Są dla mnie wszystkim,
dziś wstały i wyszły.

To tylko iskry.

Grabarz

Jestem zmęczony od wieków,
Cytując klasyka:

Przystanąłem w biegu
A śladu mych stóp nie widać;

Popękane kości dłoni trzeszczą miarowo
poruszane – chyba bezwolnie- napinanymi mięsniami;
W końcu obie zsuwają się ku nogom
odsłaniając ziejące zmordowaniem rany.
Maniakalnie rozedrgane
Oczy krwawią
szkarłatem
chlapiąc
na ścieżkę,
z której zamierzałem dopiero zejść (śmiertelnie).
Nie wiem
Czy JUŻ poległem

Twardowski

W koncertowym tonie
bawiłem się pysznie,
wsłuchany w monotonię
rytmu wygrywanego przez perkusistę.
Mimowolnie uciekłem gdzieś myślami;
Spojrzałem na muśnięty oranżem księżyc:
wolny od granic,
pełen tajemnic;
Trudno zliczyć
ile trwałem tam
w irracjonalnej ciszy.
Sam.
Aż straciłem go z oczu
- ktoś mnie potrącił barkiem
zdzierając z widoku
sanktuarium całkiem
Wypatrywałem go z całą siłą,
wstrząsany przez lodowate dreszcze;
„Zniknęło…”
Okazało się, że to pierdolona kuchnia na 11 piętrze.

Myślicień

Ołtarz jaźni mi się przyśnił,
hołd składają moi bliźni;
Pędzą, jakby to był wyścig,
dewastując cel pielgrzymki.

Myśleć? Po co? Po co myśli?
Zmęczyłem się już tym wszystkim;
Jestem świadomy jak nigdy;
Jestem
taki sam jak inni.

To po prostu kolejny dzień w raju

Idąc z rękami w kieszeni kopnąłem kamyk,
który pechowo znalazł się pod nogami.

Padłem na kolana płacząc.

Trafiłem w szybę ferrari.

Spojrzałem na gwiezdną tarczę
z głodnymi światła oczami;
By powieki pozostały otwarte;
Podparłem je zapałkami;

Zdecydowałem po prostu,
że koniec z oglądaniem
tej tragikomedii losu;
Nędznie, zresztą napisanej;

Szczypało moment tylko -
- gdy zapałki się zapalały.
W tej chwili -mógłbym przysiąc-
Nawet się zawahałem.