Załzawiony talerz z odgrzanym kotletem

Płakała, idąc sama parkiem;
To nie był udawany szloch,
raczej mokre oczy takie
jakby ją trapiło coś.
Patrzyłem wprost na jej oblicze;
Łzy spływały wzdłuż rysów twarzy
urywając się zaraz za policzkiem,
mocząc szyję lśniącymi kroplami;
Uśmiechnąłem się nieznacznie;
Natychmiast zwróciła uwagę;
Podszedłem patrząc bacznie
w oczy łzami zakłopotane;
Pytam skąd ta smutku rzeka;
Co sprawia ten nieznośny żal;
Odpowiada, że przed chwilą biegła
I wiatr jej w oczy mocno wiał.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.