na czytelniku

Podbiegł od tyłu, objął, mocno schwytał;
Zanim pomyślałam o krzykach
w okolicy obojczyka
palący chłód lufy zawitał;
Szepnął mi naraz coś strasznego:
„Nie zadzieraj z moim kolegą;
Nie rób nic głupiego
bo ta spluwa zaśpiewa mazurek dąbrowskiego”.
Podprowadził mnie w gęstwinę krzewów;
Popychana tą bronią stąpałam na ślepo;
Kazał się oprzeć o masywne drzewo,
bredząc, że jestem jego królewną;
Już powoli się poddawałam,
gdy światłami zajaśniała wysoka trawa:
„Stać policja – stróże prawa!”
-Zwolnił uścisk-
-Puścił broń-
-Zniknął w krzakach-

Całe to zajście z niedoszłym gwałtem
okazało się klasycznym żartem.
Zamiast broni palnej
u mych stóp leżała marchew.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.