Twardowski

W koncertowym tonie
bawiłem się pysznie,
wsłuchany w monotonię
rytmu wygrywanego przez perkusistę.
Mimowolnie uciekłem gdzieś myślami;
Spojrzałem na muśnięty oranżem księżyc:
wolny od granic,
pełen tajemnic;
Trudno zliczyć
ile trwałem tam
w irracjonalnej ciszy.
Sam.
Aż straciłem go z oczu
- ktoś mnie potrącił barkiem
zdzierając z widoku
sanktuarium całkiem
Wypatrywałem go z całą siłą,
wstrząsany przez lodowate dreszcze;
„Zniknęło…”
Okazało się, że to pierdolona kuchnia na 11 piętrze.

Dodaj komentarz

Wymagane pola są oznaczone *.